Rzeźnik Ultra 2015, tuż przed startem

PRZED STARTEM

Cisna, Bieszczady, 30 maja. 12.40. Jest dobrze.
Za kilka godzin, o 22.00 startuję w Rzeźniku Ultra. Dystans niemały – 136 km, do tego solidna porcja przewyższeń. Jeszcze wczoraj na pytanie „biegowego” znajomego o stres odpowiedziałam „nie, luzik!”. I jeszcze wczoraj była to prawda. A dziś już jestem cała w emocjach & euforii. Pakowanie, segregowanie, co do plecaka, co na przepak, co na metę… Czy słońce, czy jednak burze z piorunami i co w związku z tym spakować. Która koszulka i który stanik. Skarpetki, koniecznie awaryjne skarpetki…!

W głowie zestaw doświadczeń, pomysłów i planów. Biegnę jak zwykle na luzie, w tempie relaksacyjnym, ale przecież chcę przebiec w limicie przynajmniej tę setkę. Kurcze, to jednak jest od cholery kilometrów… Choć trochę już jestem obyta z tematem ultra, myślę o różnych ryzykach i staram się przygotować, Bieszczady to nie środek Warszawy, lepiej o siebie zadbać. I te opowieści o niedźwiedziach… Lubię zwierzątka, ale bez przesady!

Emocje? O tak! Cieszę się na każdy czekający mnie kilometr, na noc wśród innych biegaczy, na świt, na kolejne owierające się widoki, na niespieszne rozmowy krok-w-krok… Lubię, lubię to bardzo. Życie w pełni.

A tymczasem, skoro wszystko już spakowane, czas na rzeczy najważniejsze, czyli makijaż, błękitne kolczyki i czerwone paznokcie 😉

 

 

Posted by | View Post | View Group
Udostępnij:

Dodaj komentarz