Rzeźnik ULTRA, I edycja

Po Rzeźniku ULTRA, przed Rzeźnikiem w parach

Kilka refleksji na świeżo po przebiegnięciu pierwszej edycji Rzeźnika Ultra. Dobrze, że powstał taki wymagający bieg jako uzupełnienie pozostałych rzeźnickich atrakcji!

  1.  Trasa była dość trudna (długie podejścia/strome zbiegi) i taka właśnie miała być.
  2.  Limit był krotki, od początku znany i.. bardzo dobrze. Miałam jasność, że (prawie) nie mam szans ukończyć pełnego dystansu i nawet z setką będzie trudno w limicie.  Nie przeszkodziło mi to pobiec dla własnej satysfakcji.
  3.  Woda i punkty – miało nie być jedzenia i nic poza wodą, a było. Ja się cieszę. Brak wody przez pierwsze 50 km, na
    który sporo osób narzekało – cóż, od tego mamy plecaki, a bieg nazywa się ultra i jest „wymagający dla wymagających”.
  4.  Pogoda –
  5. idealna!
  6.  Ryż z jabłkami – wyśmienity! Zupa pomidorowa – pyszności, zwłaszcza trzecia dokładka 😉

 

    

 

Co bym zmieniła:
  1.  Warto wprowadzić biegi kwalifikacyjne, żeby było mniej rozgoryczeń i zaskoczeń.
  2.  Skoro do ostatniej chwili były zmiany trasy, przydałaby się najprostsza choć mapka/ spis trasy dla każdego (ja zrobiłam sobie zdjęcie mapy wyłożonej w Biurze Zawodów, polecam)
  3.  Oznakowanie: dla mnie było wystarczające, a przypomnę, że zmysł orientacji mam średnio rozwinięty 😉
  4.  Zlikwidowane punkty kontrolne z wodą: podobno były takie, ja nie zauważyłam, bo byłam słabo przygotowana merytorycznie 😉  Jak ktoś się jednak spodziewał ich tam, gdzie były w planie, mógł być nieco zaskoczony. Przydałaby się osoba, która by o tym w miejscu punktu informowała, żeby ludzie nie szukali z nadzieją na wodę lub z  poczucia konieczności zameldowania się na punkcie kontrolnym.
  5.  Tempo zmian decyzji, przedłużanie limitów w ostatniej chwili: cóż, wynikały jak się domyślam z chęci pójścia na rękę biegnącym. Bywa, choć rozumiem irytację niektórych uczestników, do których te informacje dotarły z opóźnieniem. Życie.
  6.  Racuchy jako jedzenie: „Pan chwilkę poczeka, właśnie się świeże smażą”…;-) Chyba niekoniecznie…Pomijając, że jako weganka racuchami była niezainteresowana, to i tak opcja czekania w trakcie zawodów pewnie mało komu się uśmiechała. Smażone racuchy też słabo sie trawią w biegu…

Generalnie – było SUPER, polecam i chętnie zmierzę się z dystansem i limitem za rok.

A teraz przygotowania przed Rzeźnikiem, start już za ca 15 h.

 

  

Posted by | View Post | View Group
Udostępnij:

Dodaj komentarz