Między Transgrancanaria a Jaworzyną

Wieje. Wieje potężnie, a odgłosy łopoczącego blaszanego dachu Koliby na Jaworzynie Krynickiej podkreślają wrażenie potężnej wichury. W  pakiecie z wiatrem jest solidna mgła, więc z nadzieją, choć bez dużego przekonania patrzę na prognozę pogody.

W głowie zabawne rozdwojenie miedzy myślą o czekającym mnie jutro zimnie, a upałem za miesiąc na biegu Transgrancanaria. Zwykle nie czytam opisów trasy przed startem, ale tym razem już wiem od Bartka Treli, że łatwo nie będzie. Skręcone kostki, połamane nogi… Zalecana podwójna uważność.
Wczoraj zrobiłam półgodzinny trening na schodach, a dzis czuję, jak bardzo bolą mnie łydki. Nie jest to najlepsza zapowiedź przed startem, choc na szczęście na trasie ultra jest paradoksalnie spokojniej niz podczas treningu. Tam mam świadomość, że kilometrów do biegania mi nie zabraknie i nie ma co się zarzynać. Powoli i do przodu. Przede mną tydzień biegania w górach – chyba pierwszy raz w życiu mam takie szczęście, czas i możliwość. Chcę dobrze wykorzystać te dni, aby – mając jeszcze miesiąc – przygotować się do tego startu najlepiej jak potrafię. Cel to pokonać 125 km i prawie 8000 m pod górę z przyjemnością i w limicie. Taki jest plan. Na początek.

Transgrancanaria to pierwszy bieg z serii Ultra Trail World Tour, z którym się zmierzę. W planach 11 biegów na całym świecie, trudnych, ciekawych, ważnych. Każdy trochę inny, ale wszędzie ci sami ludzie z błyskiem w oku. Kochający góry, wysiłek, gotowi mierzyć się z własnym ciałem i przede wszystkim z własną głową. Rozmawiają o schodzących paznokciach, bólu mięśni, palącym słońcu lub przejmującym zimnie. A jednocześnie z regularnością wracają na trasę, uzależnieni, szukając ciągle nowych wyzwań. Jestem wśród nich od dość niedawna i z radością widzę, jak powiększa się krąg szalonych ultrasów. Jeszcze wczoraj z podziwem patrzyli na tych kończących „setkę”, a dziś już sami mają kilka na koncie. Przekraczanie barier, przesuwanie granic. Ciało ludzkie jest zadziwiające mocne, trzeba tylko dać mu szansę.
„Niech Pani zrezygnuje z tego tanga i jazdy konnej. O bieganiu też proszę zapomnieć. Lata lecą, młodsza już pani nie będzie. ” – ta scena wraca często w mojej pamięci. Całe szczęście, że wierzyłam w wyrok ortopedy tylko do drzwi jego gabinetu.

(Zdj z Krynicy po 36 km, 2013, 2. moj start w górach).
Wychodząc z przychodni już wiedziałam, ze nie zrezygnuję, o nie. Dziś, po zmianie diety i przebiegnięciu kilkunastu maratonów i ultramaratonów w 3 lata dalej mnie „niesie”.
Niech niesie. Z tym wiatrem, co szaleje nad Jaworzyną.

Posted by | View Post | View Group
Udostępnij:

Dodaj komentarz