Transgrancanaria

Grand Canaria. Marzec 2016. 125 km

Dziękuję pięknie za wszystkie trzymane kciuki! Udało się! Po nieco ponad 24 godz. wbiegłam dumna i szczęśliwa na metę.
Bieg był faktycznie trudny technicznie, z dużą liczbą długich podejść, kamienistym podłożem (lawa, pokruszone skały), a najbardziej chyba dopiekło wszystkim 10 km po dnie suchego strumienia, pełnego usuwających się spod nóg kamieni. Były 2 kryzysy (stopy i pragnienie), były chwile śmieszne (pomyliłam ostatni punkt pomiaru czasu z metą…), były fantastyczne widoki. Słowem – spełnienie. Czy było to „100 mil szczęścia”? Pomijając dystans, Transgrancanaria to przede wszystkim symboliczne 100 mil uważności… Trasa tak wymagająca, ze głowę podnosiłam tylko wtedy, gdy się zatrzymywałam. Krok za krokiem, zwłaszcza na zbiegach, byłam wyjątkowo skupiona na wybraniu stabilnego miejsca na stopę. Na podejściach głowy nie podnosiłam w ogóle – oczywiście po to, żeby się nie przygnębiać skalą, moja podstawowa zasada przetrwania 🙂


Jestem… bardzo dumna, że udało mi się ukończyć ten bieg i to w dobrym czasie. A teraz, gdy już „pobiegane” z przyjemnością skupię się na smakowaniu Wyspy Kanaryjskiej. To ten smak pierwszy z czekających mnie 12… Pachnące pomarańcze, drzewa pełne cytryn, świeżo wykopane słodkie ziemniaki (tak, marzec!), opuncja – robię się głodna !

Posted by | View Post | View Group
Udostępnij:

Dodaj komentarz